Poniedzielna chińszczyzna

Poniedzielna chińszczyzna

Choć jest nas od kilku lat tylko dwoje (+pies) mam wciąż tendencje do gotowania dla 5, bo tyle osób liczyła moja rodzinka zanim stworzyłam swój własny dom.  I potem jemy 3 dni to samo, tudzież staram się wykazać kreatywnością i manewrując wesoło dodatkami przyrządzam „nową” potrawę.  

Jeśli w środę jecie jeszcze rosół z niedzieli i macie również dość pomidorowej i krupniku… to post dla Was;)
Czas na (pseudo) chińszczyznę!

Zupa wręcz idealna na tą burzową pogodę: rozgrzewa, oczyszcza z toksyn, działa mobilizująco na organizm a w przygotowaniach szybka, nieskomplikowana i niedroga.

 

Przygotujcie zatem
na 4 porcje:


rzeczony czysty rosół,
Po 2 centymetry imbiru i galangalu,
makaron z fasoli mung lub ryżowy,
kiełki brokuła,
2 ugotowane na twardo jaja,
2 plastry cytryny,
marchew z rosołu lub plasterki cienko pokrojonej surowej,
garść czarnuszki,
sól i pieprz, pietruszki nać.

.
.
.

Rosół podgrzewamy z imbirem i galangalem. Jeśli mamy surową marchew możemy ją wrzucić i gotować do miękkości albo pozostawić surową (surowa ma mniejszy indeks glikemiczny). Makaron przygotować wg instrukcji czyli najczęściej zamoczyć we wrzątku na 5 min. i rozdzielić na talerze. Makaron udekorować połówką jaja, marchwią, brokułami, połóweczką cytryny, czarnuszką i ew, posypać natką pietruszki. Z bulionu wyciągnąć przyprawy i rozlać do talerzy. Gotowe! Smacznego!

Coś nowego na stole i pysznego. W sam raz na to burzowe lato.

Zupa gotowa! Chińszczyzna z rosołu z wczoraj…     Eee tzn z niedzieli:)

P.S. Oczywiście i wam nie mogę odmówić ogromnych pokładów kreatywności. Więc jeśli pod koniec tygodnia w lodówce pozostały „resztki”, które już do niczego nie pasują, spróbuj wykombinować taką własną chińską zupę – dodaj ulubione przyprawy o voilà! Nie marnujesz jedzenia, pieniędzy i przy okazji odkrywasz nowe smaki. Kombinuj dziewczyno! 🙂


.
.
.



  • Mogę zadać ciche pytanko? Co to jest galangal? 😛