451° Fahrenheita – recenzja

Wczorajszy wieczór spędziliśmy oglądając 451° Fahrenheita – nowy film Ramina Bahraniego, produkcji HBO.  Przyciągnął mnie pomysł na film – palenie książek. I jako że ten blog jest po części książkowy to i nie może zabraknąć recenzji filmu o nich.

Film powstał na podstawie książki wydanej w 1953r, której autorem jest nieżyjący już, piszący głównie fantasy i niezbyt u nas znany Ray Bradbury. W Polsce zostały wydane pozycje tj. Kroniki marsjańskie, Człowiek ilustrowany, Słoneczne wino czy właśnie 451° Fahrenheita. Ta ostatnia doczekała się już realizacji w 1966r.

 

Photo: By Patrick Correia from Northampton, MA, United States (Book burningUploaded by mangostar) [CC BY 2.0 (https://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons
Rzecz dzieje się w Stanach Zjednoczonych.

Obserwujemy dwa światy: nowoczesny i podziemny; ten dualizm aż nadto przypominał mi Igrzyska Śmierci (te jednak powstały zdecydowanie później). Świat nowoczesny sterowany odgórnie z „wielkim bratem” w każdym pomieszczeniu – nawet w toalecie, z wielkimi hologramami na wieżowcach z płynącymi zewsząd lajkami, z uszczęśliwiającymi kroplami do oczu, które również wymazywały pamięć wczesnej przeszłości to zupełne przeciwieństwo świata rozumnego symbolizowanego przez książkę Notatki z podziemia Fiodora Dostojewskiego.

Przedstawicielem świata nowoczesnego jest Guy Montag, pracujący w staży pożarnej, która służy nie po to by gasić pożary, ale po to by je wzniecać, jak to ponoć ustanowił już sam Benjamin Franklin. W trakcie jednego z zadań które polegało na spaleniu książek posiadanych nielegalnie przez „mątwę” (tak nazywano osoby niepoddające się systemowi i czytające książki) ukradł Notatki, i zaczął szukać odpowiedzi na coraz bardziej frapujące go pytania.

Omnis

Ważną rolę odgrywa też „Omnis”, który poszukiwany jest przez świat nowoczesny w celu unicestwienia. A to nic innego jak zbiorowa świadomość ludzkości znajdująca się w posiadaniu podziemia. A dalej historia jakich wiele: zakochanie, nieposłuszeństwo, poszukiwanie prawdy, wybranie „tej właściwej” strony i happy end ludzkości, ale już niekoniecznie bohatera.

Oglądając film miałam nienazwane wrażenie, że coś z tą historią jest nie tak. Walka o książki jako symbol walki o myślenie i samodzielność? Wg Stanisława Lema infantylność książki zdecydowała o tym, że odniosła wielki sukces na Zachodzie. W punkt.

Jednocześnie zachwyciłam się ideą, że mamy takie czasy, że cokolwiek wpadnie nam do głowy możemy przenieść na papier lub duży ekran. Każda historia może znaleźć swoich odbiorców.