Book food good mood

Book food good mood

Healthy lifestyle of daydreamer

Najnowsze posty

451° Fahrenheita – recenzja

451° Fahrenheita – recenzja

Wczorajszy wieczór spędziliśmy oglądając 451° Fahrenheita – nowy film Ramina Bahraniego, produkcji HBO.  Przyciągnął mnie pomysł na film – palenie książek. I jako że ten blog jest po części książkowy to i nie może zabraknąć recenzji filmu o nich. Film powstał na podstawie książki wydanej w 1953r, […]

Terapia lasem a sekretne życie drzew

Terapia lasem a sekretne życie drzew

Terapia lasem staje się z dnia na dzień coraz bardziej popularna. Do lasów uczą się chodzić zestresowani, rozkojarzeni, mający podjąć trudną decyzję, szukający wyciszenia, relaksu. Również osoby z niepełnosprawnością intelektualną, z autyzmem znajdują w lesie wyciszenie, poprawia się im koncentracja. Do lasu warto wyskoczyć gdy […]

Poniedzielna chińszczyzna

Poniedzielna chińszczyzna

Choć jest nas od kilku lat tylko dwoje (+pies) mam wciąż tendencje do gotowania dla 5, bo tyle osób liczyła moja rodzinka zanim stworzyłam swój własny dom.  I potem jemy 3 dni to samo, tudzież staram się wykazać kreatywnością i manewrując wesoło dodatkami przyrządzam „nową” potrawę.  

Jeśli w środę jecie jeszcze rosół z niedzieli i macie również dość pomidorowej i krupniku… to post dla Was;)
Czas na (pseudo) chińszczyznę!

Zupa wręcz idealna na tą burzową pogodę: rozgrzewa, oczyszcza z toksyn, działa mobilizująco na organizm a w przygotowaniach szybka, nieskomplikowana i niedroga.

 

Przygotujcie zatem
na 4 porcje:


rzeczony czysty rosół,
Po 2 centymetry imbiru i galangalu,
makaron z fasoli mung lub ryżowy,
kiełki brokuła,
2 ugotowane na twardo jaja,
2 plastry cytryny,
marchew z rosołu lub plasterki cienko pokrojonej surowej,
garść czarnuszki,
sól i pieprz, pietruszki nać.

.
.
.

Rosół podgrzewamy z imbirem i galangalem. Jeśli mamy surową marchew możemy ją wrzucić i gotować do miękkości albo pozostawić surową (surowa ma mniejszy indeks glikemiczny). Makaron przygotować wg instrukcji czyli najczęściej zamoczyć we wrzątku na 5 min. i rozdzielić na talerze. Makaron udekorować połówką jaja, marchwią, brokułami, połóweczką cytryny, czarnuszką i ew, posypać natką pietruszki. Z bulionu wyciągnąć przyprawy i rozlać do talerzy. Gotowe! Smacznego!

Coś nowego na stole i pysznego. W sam raz na to burzowe lato.

Zupa gotowa! Chińszczyzna z rosołu z wczoraj…     Eee tzn z niedzieli:)

P.S. Oczywiście i wam nie mogę odmówić ogromnych pokładów kreatywności. Więc jeśli pod koniec tygodnia w lodówce pozostały „resztki”, które już do niczego nie pasują, spróbuj wykombinować taką własną chińską zupę – dodaj ulubione przyprawy o voilà! Nie marnujesz jedzenia, pieniędzy i przy okazji odkrywasz nowe smaki. Kombinuj dziewczyno! 🙂


.
.
.

Magia olewania – bez magii?

Magia olewania – bez magii?

Ostatnio dowiedziałam się, że są ludzie, którzy nigdy w życiu nie byli w bibliotece! Dla mnie nie do wiary! Ja pół mojej młodości spędziłam poszukując co tydzień nowej książki. Wybierałam z nabożeństwem, pieczołowitością po okładce i opisie z tyłu książki i decydowałam się na coś […]

Glinki w kosmetykach – czy warto?

Glinki w kosmetykach – czy warto?

Glinki kosmetyczne robią ostatnio zawrotną karierę w kosmetycznym biznesie: można je spotkać dosłownie wszędzie od pasty do zębów, przez szampony, pianki oczyszczające czy maski. Ostatni przykład to niedawno wylansowany produkt L’Oreal: Maska czysta glinka (klik!) . Śliczne opakowanie, 3 warianty do wyboru: detoksykująco-rozświetlająca, złuszczjąco-wygładzająca i […]


Dziennik

Magia olewania – bez magii?

Magia olewania – bez magii?

Ostatnio dowiedziałam się, że są ludzie, którzy nigdy w życiu nie byli w bibliotece! Dla mnie nie do wiary! Ja pół mojej młodości spędziłam poszukując co tydzień nowej książki. Wybierałam z nabożeństwem, pieczołowitością po okładce i opisie z tyłu książki i decydowałam się na coś w zależności od nastroju i zapotrzebowania.

No ale są inne czasy. Spędzamy czas na fejsbuczku, pijąc zielone koktajle i wylegując się na plażach Sopotu, a książki wybieramy w księgarniach internetowych;) Tak też zrobiłam tym razem. I jak się pomyliłam! Książka, którą sobie wybrałam okazała się tego ani trochę nie warta.

Po kolei.

Mimo że już jestem po trzydziestce nadal szukam swojej drogi, uczę się nieustannie i odkrywam nowe możliwości, weryfikuję wiedzę, którą już posiadłam, aktualizuję. I jak zobaczyłam tytuł: The life changing magic of not giving a fuck; w ślicznej białej okładce z połyskliwym malinowym napisem… to zapragnęłam mieć tę książkę w rękach. A jak jeszcze przeczytałam, że autorka ukończyła Harvarda (och, mam taką słabostkę) to byłam już zdecydowana. I spodziewałam się wszystkiego najlepszego.

Magia olewania  – obiecujący początek:

Not giving a fuck means taking care of yourself first – like affixing your own oxygen mask before helping other.

Zakupiłam 2 książki: Marie Kondo podarowałam Siostrze.

Autorka zachęca, by zająć się sobą, by olać te wszystkie małe denerwujące nas rzeczy i sprawy. Kolega na fejsie, który dzieli się fociami śniadania, obiadu i kolacji dzień w dzień? Modny serial, który zaczęłaś oglądać, ale w ogóle Cię nie wciągnął? Niedopasowane buty do sukienki? Ale i poważniej – by wybrać pracę i zajęcia, które będą nam odpowiadać i będą nas cieszyć.

I stopped keeping track of my vacantion days like a prisoner tallying her sentence in hash marks on the cell-block wall.

Wykonanie inwentaryzacji własnych upodobań i potrzeb pomoże w skutecznym odrzuceniu plew od ziaren.

I call it NotSorry Method. It has two steps:
1. Deciding what you don’t give a fuck about
2. Not giving a fuck about those things
And of course, „Not Sorry” is how you should feel when you’ve accomplished this.

Choć metoda ma tylko 2 kroki, zadanie nie należy bynajmniej do najprostszych. Wymaga poświęcenia czasu na siebie i na myślenie; wymaga również uczciwości, a wszystko to – jak mawia moja Mama – nie są proste sprawy.

Przy tym może pomóc ćwiczenie:

A visualization exercise

Sit down. Relax.
I want you to take a minute and do a free-form visualization of all the things that currently feel pressured – by freinds, family, society, or even your own twisted sense of obligation – to give a fuck about.
These could include, but are not limited to: matching your belt to tour handbag, LinkedIn, eating local, hot yoga, paleo diets, the Harry Potter books, kombucha, „trending”, Jeremy Corbyn, podcasts, ponchos-as-fashion, the ballet, Bret Easton Ellis, hashtags, fair-trade coffee, the Cloud, other people’s children, sanctimonious Christians, understanding China’s economy, #catsofinstagram, X Factor, your father’s new wife, and/or Glastonbury.

I jeśli o mnie chodzi to byłoby na tyle. Następne rozdziały to odmienianie przez przypadki tego, co już zostało powiedziane. I – niestety – pozostanie przy sprawach trywialnych, błahostkach, bzdurkach. I choć uporządkowanie tych elementów w głowie naprawdę pozwala na głębszy oddech to królik z kapelusza nie wyskoczył. Spodziewałam się większej ilości rozwiązań, narzędzi, pomysłów… magii!

Ale tak sobie myślę, że ta książka nie była adresowana do mnie. Raczej do tej grupy odbiorców dla której powstał film, który wklejam poniżej.