Book food good mood

Book food good mood

Healthy lifestyle of daydreamer

Najnowsze posty

Chleb z natką pietruszki i cebulką

Chleb z natką pietruszki i cebulką

W domu czuję się najlepiej, kiedy pachnie dobrym chlebem, rosołem i ciastem. Wtedy czuję się rzeczywiście – jak w domu. Zawsze zastanawiało mnie tłumaczenie pań domu, że akurat dom pachnie tym co przed chwilką ugotowały i że zaraz otworzą okno, żeby wywietrzyć. Cokolwiek zostało przygotowane […]

Mango lassi na dwa sposoby

Mango lassi na dwa sposoby

Mango to owoc wielozadaniowy: sprawdza się przy śniadaniu do owsianki, do kolorowej sałatki w lunchboxie, w deserach, do kanapek czy do obiadu. Ale ten post nie będzie o tym jak jeść mango. Tylko o tym, jak je wykorzystać w napoju zwanym lassi, mango lassi.   […]

451° Fahrenheita – recenzja

451° Fahrenheita – recenzja

Wczorajszy wieczór spędziliśmy oglądając 451° Fahrenheita – nowy film Ramina Bahraniego, produkcji HBO.  Przyciągnął mnie pomysł na film – palenie książek. I jako że ten blog jest po części książkowy to i nie może zabraknąć recenzji filmu o nich.

Film powstał na podstawie książki wydanej w 1953r, której autorem jest nieżyjący już, piszący głównie fantasy i niezbyt u nas znany Ray Bradbury. W Polsce zostały wydane pozycje tj. Kroniki marsjańskie, Człowiek ilustrowany, Słoneczne wino czy właśnie 451° Fahrenheita. Ta ostatnia doczekała się już realizacji w 1966r.

 

Photo: By Patrick Correia from Northampton, MA, United States (Book burningUploaded by mangostar) [CC BY 2.0 (https://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons
Rzecz dzieje się w Stanach Zjednoczonych.

Obserwujemy dwa światy: nowoczesny i podziemny; ten dualizm aż nadto przypominał mi Igrzyska Śmierci (te jednak powstały zdecydowanie później). Świat nowoczesny sterowany odgórnie z „wielkim bratem” w każdym pomieszczeniu – nawet w toalecie, z wielkimi hologramami na wieżowcach z płynącymi zewsząd lajkami, z uszczęśliwiającymi kroplami do oczu, które również wymazywały pamięć wczesnej przeszłości to zupełne przeciwieństwo świata rozumnego symbolizowanego przez książkę Notatki z podziemia Fiodora Dostojewskiego.

Przedstawicielem świata nowoczesnego jest Guy Montag, pracujący w staży pożarnej, która służy nie po to by gasić pożary, ale po to by je wzniecać, jak to ponoć ustanowił już sam Benjamin Franklin. W trakcie jednego z zadań które polegało na spaleniu książek posiadanych nielegalnie przez „mątwę” (tak nazywano osoby niepoddające się systemowi i czytające książki) ukradł Notatki, i zaczął szukać odpowiedzi na coraz bardziej frapujące go pytania.

Omnis

Ważną rolę odgrywa też „Omnis”, który poszukiwany jest przez świat nowoczesny w celu unicestwienia. A to nic innego jak zbiorowa świadomość ludzkości znajdująca się w posiadaniu podziemia. A dalej historia jakich wiele: zakochanie, nieposłuszeństwo, poszukiwanie prawdy, wybranie „tej właściwej” strony i happy end ludzkości, ale już niekoniecznie bohatera.

Oglądając film miałam nienazwane wrażenie, że coś z tą historią jest nie tak. Walka o książki jako symbol walki o myślenie i samodzielność? Wg Stanisława Lema infantylność książki zdecydowała o tym, że odniosła wielki sukces na Zachodzie. W punkt.

Jednocześnie zachwyciłam się ideą, że mamy takie czasy, że cokolwiek wpadnie nam do głowy możemy przenieść na papier lub duży ekran. Każda historia może znaleźć swoich odbiorców.

 

 

Terapia lasem a sekretne życie drzew

Terapia lasem a sekretne życie drzew

Terapia lasem staje się z dnia na dzień coraz bardziej popularna. Do lasów uczą się chodzić zestresowani, rozkojarzeni, mający podjąć trudną decyzję, szukający wyciszenia, relaksu. Również osoby z niepełnosprawnością intelektualną, z autyzmem znajdują w lesie wyciszenie, poprawia się im koncentracja. Do lasu warto wyskoczyć gdy […]

Poniedzielna chińszczyzna

Poniedzielna chińszczyzna

Choć jest nas od kilku lat tylko dwoje (+pies) mam wciąż tendencje do gotowania dla 5, bo tyle osób liczyła moja rodzinka zanim stworzyłam swój własny dom.  I potem jemy 3 dni to samo, tudzież staram się wykazać kreatywnością i manewrując wesoło dodatkami przyrządzam „nową” […]


Dziennik

Magia olewania – bez magii?

Magia olewania – bez magii?

Ostatnio dowiedziałam się, że są ludzie, którzy nigdy w życiu nie byli w bibliotece! Dla mnie nie do wiary! Ja pół mojej młodości spędziłam poszukując co tydzień nowej książki. Wybierałam z nabożeństwem, pieczołowitością po okładce i opisie z tyłu książki i decydowałam się na coś w zależności od nastroju i zapotrzebowania.

No ale są inne czasy. Spędzamy czas na fejsbuczku, pijąc zielone koktajle i wylegując się na plażach Sopotu, a książki wybieramy w księgarniach internetowych;) Tak też zrobiłam tym razem. I jak się pomyliłam! Książka, którą sobie wybrałam okazała się tego ani trochę nie warta.

Po kolei.

Mimo że już jestem po trzydziestce nadal szukam swojej drogi, uczę się nieustannie i odkrywam nowe możliwości, weryfikuję wiedzę, którą już posiadłam, aktualizuję. I jak zobaczyłam tytuł: The life changing magic of not giving a fuck; w ślicznej białej okładce z połyskliwym malinowym napisem… to zapragnęłam mieć tę książkę w rękach. A jak jeszcze przeczytałam, że autorka ukończyła Harvarda (och, mam taką słabostkę) to byłam już zdecydowana. I spodziewałam się wszystkiego najlepszego.

Magia olewania  – obiecujący początek:

Not giving a fuck means taking care of yourself first – like affixing your own oxygen mask before helping other.

Zakupiłam 2 książki: Marie Kondo podarowałam Siostrze.

Autorka zachęca, by zająć się sobą, by olać te wszystkie małe denerwujące nas rzeczy i sprawy. Kolega na fejsie, który dzieli się fociami śniadania, obiadu i kolacji dzień w dzień? Modny serial, który zaczęłaś oglądać, ale w ogóle Cię nie wciągnął? Niedopasowane buty do sukienki? Ale i poważniej – by wybrać pracę i zajęcia, które będą nam odpowiadać i będą nas cieszyć.

I stopped keeping track of my vacantion days like a prisoner tallying her sentence in hash marks on the cell-block wall.

Wykonanie inwentaryzacji własnych upodobań i potrzeb pomoże w skutecznym odrzuceniu plew od ziaren.

I call it NotSorry Method. It has two steps:
1. Deciding what you don’t give a fuck about
2. Not giving a fuck about those things
And of course, „Not Sorry” is how you should feel when you’ve accomplished this.

Choć metoda ma tylko 2 kroki, zadanie nie należy bynajmniej do najprostszych. Wymaga poświęcenia czasu na siebie i na myślenie; wymaga również uczciwości, a wszystko to – jak mawia moja Mama – nie są proste sprawy.

Przy tym może pomóc ćwiczenie:

A visualization exercise

Sit down. Relax.
I want you to take a minute and do a free-form visualization of all the things that currently feel pressured – by freinds, family, society, or even your own twisted sense of obligation – to give a fuck about.
These could include, but are not limited to: matching your belt to tour handbag, LinkedIn, eating local, hot yoga, paleo diets, the Harry Potter books, kombucha, „trending”, Jeremy Corbyn, podcasts, ponchos-as-fashion, the ballet, Bret Easton Ellis, hashtags, fair-trade coffee, the Cloud, other people’s children, sanctimonious Christians, understanding China’s economy, #catsofinstagram, X Factor, your father’s new wife, and/or Glastonbury.

I jeśli o mnie chodzi to byłoby na tyle. Następne rozdziały to odmienianie przez przypadki tego, co już zostało powiedziane. I – niestety – pozostanie przy sprawach trywialnych, błahostkach, bzdurkach. I choć uporządkowanie tych elementów w głowie naprawdę pozwala na głębszy oddech to królik z kapelusza nie wyskoczył. Spodziewałam się większej ilości rozwiązań, narzędzi, pomysłów… magii!

Ale tak sobie myślę, że ta książka nie była adresowana do mnie. Raczej do tej grupy odbiorców dla której powstał film, który wklejam poniżej.