Book food good mood

Book food good mood

Healthy lifestyle of daydreamer

Najnowsze posty

Poniedzielna chińszczyzna

Poniedzielna chińszczyzna

Choć jest nas od kilku lat tylko dwoje (+pies) mam wciąż tendencje do gotowania dla 5, bo tyle osób liczyła moja rodzinka zanim stworzyłam swój własny dom.  I potem jemy 3 dni to samo, tudzież staram się wykazać kreatywnością i manewrując wesoło dodatkami przyrządzam „nową” […]

Magia olewania – bez magii?

Magia olewania – bez magii?

Ostatnio dowiedziałam się, że są ludzie, którzy nigdy w życiu nie byli w bibliotece! Dla mnie nie do wiary! Ja pół mojej młodości spędziłam poszukując co tydzień nowej książki. Wybierałam z nabożeństwem, pieczołowitością po okładce i opisie z tyłu książki i decydowałam się na coś […]

Glinki w kosmetykach – czy warto?

Glinki w kosmetykach – czy warto?

Glinki kosmetyczne robią ostatnio zawrotną karierę w kosmetycznym biznesie: można je spotkać dosłownie wszędzie od pasty do zębów, przez szampony, pianki oczyszczające czy maski.

Ostatni przykład to niedawno wylansowany produkt L’Oreal: Maska czysta glinka (klik!) . Śliczne opakowanie, 3 warianty do wyboru: detoksykująco-rozświetlająca, złuszczjąco-wygładzająca i oczyszczająco-matująca. Oczywiście każda z maseczek w odpowiednim przyjemnym dla oczu, pastelowym kolorze. Ale uśmiałam się do łez przeczytawszy skład! Nie rozumiem dlaczego produkt nazwano czysta glinka, bo w produkcie oprócz glinki występuje jeszcze z tuzin innych składników. Chyba że zastosowano skrót myślowy: czysta buzia po glince. Nie wiem.

A szkoda! Na rynku dostępnych jest mnóstwo kosmetyków z glinką, ale większość z nich nie jest warta ani uwagi, ani pieniędzy, ani przede wszystkim naszego zdrowia.

Oczywiście można wybrać też wartościowe produkty, zawierające glinki, ale tu jednak trzeba zdobyć się na wysiłek i pobuszować wśród bardziej niszowych marek.

Co polecam?

Uwielbiam glinki i stosuję je już od lat jako maseczki na twarz 1-2 razy w tygodniu. Stosuję jednak glinki 100%. Kupuję proszek i rozprowadzam na ładnym talerzyku porcję z wodą. Następnie nanoszę na twarz i szyję, i w zależności od glinki i stopnia rozwodnienia czekam kilkanaście minut aż wyschnie i spłukuję. Ponieważ są tanie nie muszę się ograniczać: mam w łazience kilka rodzajów i w zależności od nastroju i zapotrzebowania wybieram kolor:)
Wybrałam proste rozwiązanie, bo glinki w tej formie odpowiadają mi najbardziej.

Jednak jeśli wolicie produkt gotowy to przygotowałam listę 3 kosmetyków, których skład jest nieskomplikowany, łatwy do odszyfrowania, uczciwy i nieszkodliwy.

Top  3 kosmetyków z glinkami w 3 kolorach.

1. Mydło: Mydło naturalne glinka zielona.

Mydło pełne dobroci, m.in. oliwa, olej kokosowy, masło shea, olej rycynowy, masło kakaowe, wosk pszczeli, zielona glinka. Nie testowany na zwierzętach.

 

2. Maseczka: Maseczka granat i wino z czerwoną glinką.

Maseczka do przygotowania jak zwykła glinka: rozrobić z wodą i nałożyć na skórę. W składzie oprócz glinki czerwonej między innymi glinka biała, ekstakty z granatu, z dzikiej róży oraz z zielonej herbaty i mój ukochany olejek bergamotowy. Produkt posiada certyfikat Ecocert.

 

3. Pasta do zębów: Miętowa pasta do zębów z białą glinką i głogiem.

W składzie glinka, ekstrakt z głogu i olejek miętowy. Produkt bez parabenów, sztucznych barwników i równie ważne: nie testowany na zwierzętach.

 

Napiszcie w komentarzach, jakich kosmetyków z glinką same używacie. Jestem bardzo ciekawa.
 
 
 

Zupa w kwadrans

Zupa w kwadrans

Mówią nam zewsząd, że należy jeść więcej warzyw i owoców… I słusznie! – Ostatnie badania wskazują ponad wszelką wątpliwość, że warzywa i owoce powinny być podstawą naszego żywienia. Dostarczają bowiem wielu bezcennych składników (mineralnych, witamin, polifenoli) i w istotny sposób zmniejszają zachorowalność oraz umieralność na […]

Miłość wg Wiśniewskiego – Miłość oraz inne dysonanse

Miłość wg Wiśniewskiego – Miłość oraz inne dysonanse

    Tytułem wstępu – miłość „Całe szczęście, że nie napisałam recenzji książki Miłość oraz inne dysonanse zaraz po jej przeczytaniu. Buzowało we mnie sporo emocji, głównie rozczarowanie i irytacja. Sposób w jaki autor opisuje bohaterów i snuje opowieść pozostawia – przynajmniej dla mnie – […]


Dziennik

Magia olewania – bez magii?

Magia olewania – bez magii?

Ostatnio dowiedziałam się, że są ludzie, którzy nigdy w życiu nie byli w bibliotece! Dla mnie nie do wiary! Ja pół mojej młodości spędziłam poszukując co tydzień nowej książki. Wybierałam z nabożeństwem, pieczołowitością po okładce i opisie z tyłu książki i decydowałam się na coś w zależności od nastroju i zapotrzebowania.

No ale są inne czasy. Spędzamy czas na fejsbuczku, pijąc zielone koktajle i wylegując się na plażach Sopotu, a książki wybieramy w księgarniach internetowych;) Tak też zrobiłam tym razem. I jak się pomyliłam! Książka, którą sobie wybrałam okazała się tego ani trochę nie warta.

Po kolei.

Mimo że już jestem po trzydziestce nadal szukam swojej drogi, uczę się nieustannie i odkrywam nowe możliwości, weryfikuję wiedzę, którą już posiadłam, aktualizuję. I jak zobaczyłam tytuł: The life changing magic of not giving a fuck; w ślicznej białej okładce z połyskliwym malinowym napisem… to zapragnęłam mieć tę książkę w rękach. A jak jeszcze przeczytałam, że autorka ukończyła Harvarda (och, mam taką słabostkę) to byłam już zdecydowana. I spodziewałam się wszystkiego najlepszego.

Magia olewania  – obiecujący początek:

Not giving a fuck means taking care of yourself first – like affixing your own oxygen mask before helping other.

Zakupiłam 2 książki: Marie Kondo podarowałam Siostrze.

Autorka zachęca, by zająć się sobą, by olać te wszystkie małe denerwujące nas rzeczy i sprawy. Kolega na fejsie, który dzieli się fociami śniadania, obiadu i kolacji dzień w dzień? Modny serial, który zaczęłaś oglądać, ale w ogóle Cię nie wciągnął? Niedopasowane buty do sukienki? Ale i poważniej – by wybrać pracę i zajęcia, które będą nam odpowiadać i będą nas cieszyć.

I stopped keeping track of my vacantion days like a prisoner tallying her sentence in hash marks on the cell-block wall.

Wykonanie inwentaryzacji własnych upodobań i potrzeb pomoże w skutecznym odrzuceniu plew od ziaren.

I call it NotSorry Method. It has two steps:
1. Deciding what you don’t give a fuck about
2. Not giving a fuck about those things
And of course, „Not Sorry” is how you should feel when you’ve accomplished this.

Choć metoda ma tylko 2 kroki, zadanie nie należy bynajmniej do najprostszych. Wymaga poświęcenia czasu na siebie i na myślenie; wymaga również uczciwości, a wszystko to – jak mawia moja Mama – nie są proste sprawy.

Przy tym może pomóc ćwiczenie:

A visualization exercise

Sit down. Relax.
I want you to take a minute and do a free-form visualization of all the things that currently feel pressured – by freinds, family, society, or even your own twisted sense of obligation – to give a fuck about.
These could include, but are not limited to: matching your belt to tour handbag, LinkedIn, eating local, hot yoga, paleo diets, the Harry Potter books, kombucha, „trending”, Jeremy Corbyn, podcasts, ponchos-as-fashion, the ballet, Bret Easton Ellis, hashtags, fair-trade coffee, the Cloud, other people’s children, sanctimonious Christians, understanding China’s economy, #catsofinstagram, X Factor, your father’s new wife, and/or Glastonbury.

I jeśli o mnie chodzi to byłoby na tyle. Następne rozdziały to odmienianie przez przypadki tego, co już zostało powiedziane. I – niestety – pozostanie przy sprawach trywialnych, błahostkach, bzdurkach. I choć uporządkowanie tych elementów w głowie naprawdę pozwala na głębszy oddech to królik z kapelusza nie wyskoczył. Spodziewałam się większej ilości rozwiązań, narzędzi, pomysłów… magii!

Ale tak sobie myślę, że ta książka nie była adresowana do mnie. Raczej do tej grupy odbiorców dla której powstał film, który wklejam poniżej.